Uwielbiam ludzi z pasją. Ludzi, którzy widzą więcej i mają odwagę iść własną drogą choćby nie wiem jak kręta była a inni pukali się w czoło na ich pomysły. Mail z zapytaniem o termin był „niepozorny” ale z każdą wymianą wiadomości wzajemna ekscytacja rosła, aż sięgnęła zenitu na spotkaniu, które nieco się przedłużyłoooooo (kto mnie zna wie, że jestem potworną gadułą). Zarazili mnie sobą! I tak z 2 letnim wyprzedzeniem zaznaczyłam na czerwono w kalendarzu termin 26 maja 2018 r. Ślub miał się odbyć w ich przydomowej stodole, którą sami mieli zaaranżować i udekorować. Plan boski! Zaangażowanie 200%. 

Jak wiecie przez 2 lata może się zdarzyć wszystko. I to wszystko zdarzyło się właśnie im! Niepozorna stodoła pod  wpływem burzy mózgów na temat własnego ślubu stała się jednym z najbardziej pożądanych obiektów ślubnych w województwie mazowieckim. 

{ Folwark Ruchenka }

„Chodź, znajdziemy tylko nasze miejsce,

Wymyślimy słowa, których oprócz nas nie zrozumie nikt.”

Szczęściarze! Lenka i Marcin! 

Jak to jest brać ślub prawie jak w domu? Bo we własnej stodole… Folwark Ruchenka – Barn House  Jak zorganizować swój ślub kiedy widziało się i organizowało tyle ślubów (tak, bo ich ślub nie był już pierwszym jak było planowane)? W przypadku Lenki i Marcina, to proste… zostać sobą i nie poddawać się branżowemu wyścigowi. Oni to wiedzą! Wiedzą, że to dzień celebracji miłości, radochy, łez wzruszenia, cudownych ludzi wokół a reszta to dodatek. Chociaż ten dodatek – dekoracje zapierały dech! A nakokarde.pl jak zwykle zrobiły sztos! Stodoła wypełniona była zielenią, rudymi trawami i kwiatami w jasnych kolorach. Na drewnianych stołach bez obrusów leżały złote sztućce i przeźroczyste podtalerze. Minimalistycznie i z klasą – taka jest właśnie Lena! Nie uznaje półśrodków a jak szaleje… to na całego! Dlatego cudowny bukiet ślubny przyjechał pociągiem z drugiego końca Polski od Kwiaciarnia Kwiaty&Miut … bo w tym dniu trzeba spełniać swoje marzenia! Zobaczcie te detale koniecznie na zdjęciach.

{ Slow wedding }  

To był slow wedding w najczystszej postaci chociaż czas płynął tak szybko jak to zazwyczaj bywa na ślubach. Ale slow wedding to nie tempo dnia – to stan umysłu. Nie znajdziecie na zdjęciach ujęć z krojenia tortu. Nie znajdziecie tradycyjnych oczepin. Nie było żadnych modnych dodatkowych atrakcji. Nuda? Nic bardziej mylnego! Największą atrakcją byli ONI. Oni zrobili to PO SWOJEMU! Opowiedzieli ten dzień swoim „językiem” i swoimi emocjami, które udzieliły się wszystkim. Mi też! Do tej pory czuję ciarki towarzyszące ich „first look-owi” i widzę Lenę jak biegnie przez podwórko żeby już zobaczyć Marcina, jego oczekiwanie, wzrok, przytulanie, łzy. I mogę się założyć, że świat się zatrzymał na tę chwilę i słychać było bicie ich serduch. Intymnie. I czuć to było w powietrzu, w każdej minucie tego dnia. Ich autentyczność. Ich ciekawość nadchodzących wydarzeń. Ich wzruszenie. Ich radochę. Co z tego, że pod wieczór padał deszcz (podobno jak pada tzn. że najlepszy kawaler w okolicy się żeni ;-) ). To było autentyczne celebrowanie miłości! 

{ Lena + Marcin }

Lena – estetka, właścicielka „siedmiomilowych kroków”, która nigdy nie śpi, w pełnej gotowości na każde szaleństwo, uwielbia „szybować”. Marcin – człowiek z tysiącem pomysłów, który nie uznaje stwierdzenia „nie da się”, wielbiciel traktorka do koszenia trawy i specjalista od unikania aparatu. We dwoje są jak ładunek wybuchowy z lontem gotowym do odpalenia… do kolejnej przygody lub wyzwania. Oni nie wiedzą co to sztampa. Oni nie wiedzą co to nuda. I za tą energię uwielbiam tych wariatów!

Nie ma dla mnie nic bardziej cennego niż to, że zapraszacie mnie do swojego świata i mówicie „rozgość się”. Dajecie sfotografować Waszą historię, którą sami opowiadacie w słowach i gestach. Zdejmujecie maski. A potem ja zgrywam zdjęcia, wstawiam na bloga, oglądam jeszcze raz i jeszcze raz aż mam ciarki i piszę ten tekst ocierając łzę bo Wasza historia zostaje we mnie i staje się też moim wspomnieniem. I już wiem, że jak będę chciała poleżeć pod drzewem oliwkowym albo napić się wzmocnionej kawy Marcinka to wsiądę w samochód i pojadę do „moich Ruchanków”. I znowu dzień za szybko minie… (bo muszę Was uprzedzić, że pomimo, że Folwark Ruchenka to slow miejsce to czas zdecydowanie za szybko tam płynie). Wdzięczność i wszechogarniająca radość – że to byłam ja. Teraz to ja jestem szczęściarą! 

P.S. Uwaga! Kontakt z Leną, Marcinem i Folwarkiem Ruchenka grozi zakochaniem ;) 

 

{ od Leny + Marcina }

“Jest wielu fotografów robiących piękne zdjęcia, ale Magda ma coś więcej! Tak po prostu, po ludzku polubiliśmy ją za to, że mogliśmy przy Niej pozostać sobą. Czuliśmy się z Nią jak na spotkaniu ze starą znajomą, co zaowocowało zupełnym luzem i zaufaniem, którym obdarzyliśmy ją momentalnie. Magda ma fotograficzne ADHD, wyrasta zupełnie spod ziemi, ale najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że w wielu momentach jej zupełnie nie zauważyliśmy, bo naturalność to jej najważniejsza poza. Dzięki Magdzie mamy nie tylko cudownie zachowane chwile w postaci przepięknych zdjęć, ale także mamy extra wspomnienie tego dnia – mogliśmy liczyć na jej profesjonalizm i nieprzeciętne poczucie humoru! Zdjęcia wprost zachwycają, a my wciąż nie możemy się nimi nacieszyć. A sama Magda… cudownie pozytywna osoba! 

Dodatkowo dbała o fajną atmosferę i czuliśmy, że cieszy się że jest z nami, co jest bardzo miłym uczuciem. Magda! Kolejny raz – jesteś najlepsza! 

2764.png

PS. Cały rząd serduszek pewnie się nie zmieści, ale może chociaż jedno? :P :P :P “

 

Dekoracje: Na Kokardę / Bukiet: Kwiaty & Miut  / Suknia: Warsaw Poet / Papeteria: Galeria Zaproszeń  / Buty: Aga Prus / Biżuteria: Mood Jewellery 

Bar: Prosecco Van / DJ: Dj Mess / Catering: Catering fiesta / Złote sztućce & podtalerze: Folwark Ruchenka  / Film: Be mine