Są miejsca na ślubnej mapie Polski, o których każdy fotograf marzy, aby się tam znaleźć. Mają swój urok, klimat, historię i za każdym razem odkrywa się w nich coś nowego. Przyciągają jak magnez. I kiedy znajdziesz się w takim miejscu, oczy wypadają ci z zachwytu i myślisz „chwilo trwaj”. Pamiętam dokładnie chwilę, kiedy pierwszy raz znalazłam się w Folwarku Wąsowo. Odwiedziłyśmy to magiczne miejsce wraz z Karoliną z bloga ślubnego „Bridelle” 3 lata temu, robiąc sesję do naszej drugiej ślubnej książki „Wasz Piękny Ślub”. Przepadłyśmy. Wiedziałam, że bardzo, bardzo chcę tam wrócić.

{ Folwark Wąsowo – idealne miejsce na Wasz boho ślub }

Ten stary, ponad 150-letni, Folwark, to miejsce unikatowe na skalę europejską. Ponad 5-hektarowy, brukowany dziedziniec otoczony jest budynkami zaprojektowanymi wg założeń berlińskiego architekta Gustava Erdmanna. To, co słońce wyczynia na „kocich łbach” podwórza jest nie do opisania. Promienie słoneczne ślizgają się po kamieniach i rozpraszają światło na wszystkie strony, tworząc niesamowity efekt na zdjęciach. Stara kamienna stodoła to miejsce, gdzie każdy z Was może urządzić swoje wielkie, rustykalne lub boho wesele. Folwark Wąsowo ma także wyjątkowe miejsca na przeprowadzenie samej ceremonii, jeśli marzy Wam się plenerowa uroczystość. Po naszej sesji i wielkiej gościnności gospodarzy Folwarku mogłam tylko trzymać kciuki, żeby trafiła do mnie para, która tak samo zakocha się w tym miejscu, jak ja i będę mogła stworzyć dla nich reportaż ślubny.

{polsko-niemieckie wesele boho w kamiennej stodole }

Natalia i Julian to polsko-niemiecka para. Pamiętam doskonale naszą pierwszą rozmowę na Skypie w towarzystwie dwóch cudownych charcików włoskich: Tosci i Pucii. To ciepło i serdeczność. Wyczekiwałam ich ślubu z wielką ekscytacją. Jechałam i wyobrażałam sobie jak będzie. Moje wyobrażenia nie doścignęły rzeczywistości. I to nie tylko kwestia dekoracji, bo Folwark sam w sobie jest tak urokliwy, że wszelkie dekoracje wydają się zbędne. Natalia i Julian oraz ich rodziny i przyjaciele, wszyscy byli zaangażowani w organizację i dekorowanie stodoły. Głównymi ozdobami były specjalnie wyspawane rowery z ich imionami (oboje uwielbiają wycieczki rowerowe), które znalazły się na przy wrotach prowadzących wprost do stodoły. Krzesła dla Pary Młodej do kościoła wyhaftowała mama Natalii (bez nich nie mogła odbyć się ceremonia). Bar wyposażony był w rodzinne nalewki z dokładnymi opisami i lakowym stemplem. Delikatną kwiatową dekorację, która ożywiła długie drewniane stoły, wykonała przezdolna Sonia z Flower Stories. Wyglądało to cudnie. Było jednak, nadal jedynie dodatkiem do atmosfery, która unosiła się w tym miejscu i pośród tych ludzi. Otwartość i serdeczność. Wzruszające przemowy, toasty, śpiewy. Mieszanie się tradycji i kultur. Rozmowy i szalona zabawa. 

{ psy na ślubie }

Jako psiego świra ogromnie mnie cieszy, że coraz więcej par decyduje się na udział swoich pupili w trakcie ceremonii i wesela. Nie wyobrażam sobie aby wykluczać je z tak ważnego wydarzenia jeśli na codzień spędzamy z nimi mnóstwo czasu i zajmują ważne miejsce w serduchach. Nie zapomnijcie jednak zadbać również o ich komfort, stały dostęp do wody i jeśli nie lubią tłumów i głośnej muzyki – uszanujcie to i zapewnijcie im spokojne, zaciszne miejsce do leżakowania. Natalii i Julianowi, ich ukochane charciki, towarzyszyły w trakcie przygotowań oraz first look-a. Na tę wyjątkową okazję, miały uszyte obróżki z tego samego materiału co mucha pana młodego. Stały się także ozdobą zaproszeń ślubnych i wielkiego plakatu za stołem pary młodej. Zobaczcie zdjęcie Natalii z Toscą – czyż nie wygląda jak dama z łasiczką?

{ miłość, psy i szalone wesele }

To, co skradło najbardziej moje serce, to to, że Natalia i Julian nie trzymali się sztampy i potraktowali dzień ślubu jak osobistą, emocjonalną przygodę i wyrażenie własnych uczuć. Kiedy patrzycie na siebie w TAKI sposób… Kiedy nie ważne, że nie ma słońca, bo Wy promieniujecie szczęściem… Kiedy pada tyle czułych słów w przemówieniach… Kiedy nie ma znaczenia, że goście mówią różnymi językami… Kiedy przyjmujecie fotografa, jakbyśmy znali się wieki i spotkali się dobrzy przyjaciele… i wreszcie… kiedy Natalia zaśpiewała dla Juliana… a Julian wręczył certyfikat adopcji Tosci i Puci (psów Natalii) dając wyraz, że teraz tworzą rodzinę… ja kryję łzy wzruszenia za aparatem i wiem, że to wielkie wyróżnienie być świadkiem takiej MIŁOŚCI! Z takich niezapomnianych i nie wymuszonych momentów utkany był ten dzień. Tak celebrowali swoją miłość i przyjaźń.

Dziękuję Wam kochani! Danke Euch fuer alles!

miejsce: Folwark Wąsowo   /   Kwiaty: Flower Stories