{ hura! zaręczyliśmy się }

Moje gratulacje! Zaręczyliście się! Piękny moment, euforia, radość. Dwa tygodnie później zaczynacie planować swój ślub i wesele. Pełni zapału, z mnóstwem pomysłów, niespodzianek na ten dzień. Chcecie góry przenosić i planujecie swoją uroczystość, każdy detal analizujecie po kilka razy. Macie około roku do ceremonii. Wtedy zazwyczaj Was poznaję. Zarażacie swoim entuzjazmem i pięknymi planami. Rok to dużo czasu. Niekiedy w połowie „biegu” spalacie się zupełnie i widzę jak uchodzi z Was powietrze a z każdą kolejną sprawą do załatwienia, każdą górką, którą trzeba pokonać coraz mniej widać radości a na pierwszy plan wychodzi zmęczenie i rezygnacja. Coraz mniej Was w Waszym dniu a więcej kompromisów i odhaczania żeby miec już z głowy. W dniu „zero”, po nocy spędzonej na zdobieniu sali, dopinaniu ostatnich szczegółów jest tylko myśl: wyspać się! Czasami pojawia się myśl albo pada głośno zdanie: „mogliśmy jednak wyjechać i wziąć ślub tylko we dwoje”. Mogliśmy… 

{ Usiądźcie po zaręczynach i pomyślcie, na spokojnie jak wyobrażacie sobie ten dzień. Nie biegnijcie od razu do najbliższej sali rezerwując pierwszy, wolny termin. I kolejnych podwykonawców. Wsłuchajcie się w siebie i w swoje potrzeby. Ten dzień to Wasze wspomnienie na lata. Dla setki gości to będzie „kolejny” ślub w rodzinie, w sezonie. Dla Was… jedno z najważniejszych wspomnień wspólnego życia. Chcecie je zbudować na oczekiwaniach innych czy tak jak sami czujecie? Rozmawiajcie, pytajcie siebie „czego chcemy?” a unikniecie rozczarowań i powiedzenia „mogliśmy…” Bo prawda jest taka, że możecie wszystko! Trzeba mieć tylko odwagę i dbać o siebie i swoje życie! }

{ intymny ślub za granicą }

A teraz wyobraźcie sobie… malutką plażę gdzieś pomiędzy skałami, żółty piasek, lazurowy ocean i tylko Wy dwoje. Kilka dni spędzonych razem na oddawaniu się lokalnym uciechom i relaksowi oraz intymna sesja narzeczeńska uwieczniająca te chwile. Wspólnie spędzony czas a potem w dniu ślubu… powolne przygotowania w klimatycznym domku Balquisse Heritage Hotel, o charakterystycznej dla tego regionu architekturze i wystroju. Oryginalna architektura, roslinność i folklor stają się naturalnym tłem i dekoracją. Nikt Was nie pospiesza, nie zerkacie ciągle na zegarek żeby sprawdzić czy wszystko idzie zgodnie z planem. Nikt się nie spóźni bo jesteście tylko Wy i czas płynie według Waszego rytmu. Kąpiel w basenie dla odprężenia. Lampka prosecco. Wspólne ubieranie i dopieszczanie siebie na wzajem. Bo przecież Wy jesteście najważniejsi. Gesty, słowa, spojrzenia. Nikt i nic nie rozprasza. Znaleźliście w tym miejscu dla siebie. Sobie będziecie ślubować, obiecywać i przysięgać. Nie ma skrępowania, zawstydzenia. Jest pełna intymność i radocha z bycia ze sobą. Są i żarty i muzyka w tle. Nawet perfumy kupione specjalnie na dzień ślubu o wymownej nazwie „Lazy Sunday” mówią wszystko. Ten zapach będzie również wspomnieniem niczym pachnący, ciepły chleb u babci w czasie dziecięcych wakacji. Zmysły łapią każdy bodziec i zapisują w odpowiedniej szufladce. Wszystko to, złoży się na wspomnienie TEGO DNIA. 

{ elopement – ślub na Bali, Indonezja }

Karolina i Paweł zadbali o siebie i swoje pragnienia. Nieduża Indonezyjska wyspa Bali, leżąca w archipelagu Małych Wysp Sundajskich, stała się ich oazą w dniu ślubu. Zamiast rozterek, kogo zaprosić na ślub, gdzie go zrobić żeby było tak jak chcą i tysiąca innych decyzji, które trzeba podjąć w trakcie przygotowań, zdecydowali się wyjechać. Sami. Byli pewni decyzji o intymnym ślubie już dwa lata wcześniej, zanim zaczęli cokolwiek planować. Słuchali siebie a ja im mocno kibicowałam. Wraz z Karoliną z Bridelle służyłyśmy radą i doświadczeniem. I tak, ja z Karoliną Waltz poleciałyśmy na Bali i zostałyśmy jedynymi świadkami wzruszającej przysięgi na plaży o zachodzie słońca. 

{ whimsical boho inspiracje na plaży }

Jedynym motywem ozdobnym miejsca ceremonii były łapacze snów ze wstążkami, które przywieźliśmy z Polski. Bukiet ślubny, z tuberozy i liści monstery i bananowca, wykonała Karolina z Bridelle. Ależ zdolniacha! Klimat boho, na którym zależało pannie młodej, podkreślała zwiewna suknia od Justyny Kodym oraz duża ilość złotych, drobnych bransoletek z grawerami i bose stopy z łańcuszkowymi ozdobami zamiast butów (tzw. barefoot shoes). Paweł przełamał go, elegancką granatową marynarką ze złotymi guzikami i białym słomkowym kapeluszem. To były jedynie dodatki, bo magia miejsca i chwili wystarczyła, aby ten dzień stał się niezapomnianym przeżyciem. Spytacie pewnie: czy brakowało im bliskich? W tajemnicy przed Karoliną i Pawłem, wraz z ich rodzinami i najbliższymi przyjaciółmi, zadbałyśmy również o to. Na kolacji, na która udaliśmy się na koniec dnia aby świętować, przekazałyśmy im kartki i filmy z życzeniami oraz drobne prezenty dla nich. Były łzy wzruszenia ale i ogromna radość z tego, jak bliskie ich sercu osoby wykazały się zrozumieniem i wspierają ich w spełnianiu marzeń. One kibicują i popychają do dążenia własną drogą a nie realizowania czyichś oczekiwań. I o to właśnie chodzi! 

{ Wasze wspomnienia }

Przywieźliśmy z Bali całą masę wspólnych wspomnień i przygód. Część z nich zostanie naszą słodką tajemnicą ;-) „Co się wydarzyło na Bali, zostaje na Bali”. Ale jedno jest pewne… WARTO BYŁO! Warto było spędzić 18 h w podróży i 25 h powrotu z „koczowaniem” na lotnisku w Katarze. Jedyna walizka, która nie doleciała? Moja! Na szczęście najważniejszy sprzęt jest zawsze ze mną. Ale to był znak, że bez przygód się nie obędzie. ;-) Co było dalej? Chcielibyście poznać więcej szczegółów? Opiszę Wam w następnym poście i pokażę zdjęcia z naszych sesji na polach ryżowych i świt na jeziorze Tablingan.

A wy o czym marzycie? Jak chcecie PRZEŻYĆ a nie „spędzić” swój dzień ślubu? Pomyślcie o tym, żeby uniknąć „mogliśmy”. I odezwijcie się do mnie. Może razem wyruszymy w tą podróż… 

miejsce: Balquisse Heritage Hotel   /   sukienka: Justyna Kodym   /   papeteria: White Letters     /    jedwabne wstążki do bukietu: Atelier September    /   drewniana ozdoba: Ilustratyw