Czy może być coś bardziej sielskiego niż kameralny ślub i wesele na własnej działce lub w przydomowym ogrodzie? Chyba nie. A jeśli to siedlisko położone jest na przysłowiowym “końcu świata”, wysoko w górach, z widokiem na cały Beskid Żywiecki, to tak jakbyś ślub brał w raju i czujesz się jak w niebie. Klaudia i Witek swoje wspólne życie postanowili rozpocząć i świętować w miejscu, które wybrali na swój przyszły dom. Znacie to… “a gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady”. To o nich. Oboje ukochali góry. Zaręczyli się wysoko w Tatrach, na szczycie Mnich. I takich okoliczności przyrody szukali na swój kawałek raju na ziemi. Znaleźli go w Soblówce, w Beskidzie Żywieckim – drugim, co do wielkości paśmie górskim w Polsce. Nieprzetarte szlaki, piękne widoki i z dala od tłumów turystów. Ciężkie doświadczenia w życiu, które dzięki wspólnemu wspieraniu się, miłości udaje się pokonać, uświadamiają nam kruchość życia i często przewartościowują je. Wtedy już wiesz, że szkoda czasu na brak odważnych decyzji, a najważniejsi są ludzie, których masz przy sobie i ta jedyna ukochana osoba. Nie dziwi więc, że ich wybór był prosty – robimy wesele z widokiem na góry! W naszym własnym domu – siedlisko Jelonkowo (od nazwiska panieńskiego Klaudii)!

Moje przygody z dojazdem na miejsce, jeździe wąskimi i stromymi drogami, nocne poszukiwanie miejsca noclegu, gdzieś na kolejnej górze zatopionej zupełnie w mroku, i to wszystko nisko zawieszonym samochodem, pominę. Jak osoba z płaskiego jak talerz Mazowsza radzi sobie w górach, bez wcześniejszego doświadczenia… puśćcie wodze fantazji! Grunt, że miałam wyśmienitego kompana i zdolnego filmowca Kubę z JH Filmuje. Razem było raźniej.

 

{ skromny ślub w górach, czyli jak zorganizować przyjęcie weselne na 30 osób }

“Oprócz błękitnego nieba, nic mi więcej nie potrzeba”. Dokładnie tak było. Bo czy takie okoliczności przyrody wymagają dodatkowych ozdób? Nie! Zieleń drzew, błękitne niebo, przestrzeń i widok na góry, to najpiękniejsza dekoracja i tło na plenerową ceremonię ślubną. Te wszystkie kosztowne dekoracje jakie trzeba zapewnić, żeby przystroić miejsce ślubu lub salę weselną, oni mieli za darmo! Klaudia i Witek, zaprosili do siebie najbliższą rodzinę i bardzo wąskie grono zaufanych przyjaciół, czyli bardzo kameralnie. Oprócz celebrowania ich miłości, była to celebracja bliskości i rodzinnej atmosfery. To w czym czują się najlepiej i to, co cenią najbardziej. Wspólnymi siłami porządkowali nowo nabyte siedlisko, tak aby każdy czuł się dobrze i mógł w tym dniu korzystać z uroków miejsca. Jedyne dekoracje to polne kwiaty zerwane na sąsiadującej łące, snopki siana jako siedziska dla gości i zdjęcia Klaudii i Witka z naszej wspólnej sesji narzeczeńskiej, oczywiście wykonane w górach. Będąc przezornymi (gdyby miało nastąpić załamanie pogody), para wynajęła dwa namioty: jeden na ustawienie prostych stołów i ław na czas obiadu oraz drugi chroniący parkiet, a raczej dechy do tańca.

 

{ kameralny ślub z widokiem na góry }

Cywilna ceremonia zaślubin odbyła się w centralnym miejscu ogrodu, pod starą jabłonką dającą schronienie od piekącego słońca. Wyobraźcie sobie, że przez następne lata, witacie każdy dzień w miejscu, gdzie składaliście sobie przysięgę małżeńską. Romantyzm level hard. Siadacie z kubkiem herbaty i czerpiecie ze wspomnień i energii, jaką ma to miejsce, które “widziało” wszystko. Ja mam ciarki na samą myśl. Czy mogą być większe plusy ślubu na we własnym ogrodzie? Po złożeniu przysięgi Klaudia i Witek, którym ideologia zero waste i ochrona przyrody nie są obojętne, przeszli z gośćmi na sąsiadującą polanę i… zasadzili swoje drzewo. Cudowny, symboliczny gest nowego życia i zapuszczania korzeni. Bo Klaudia i Witek zdążyli już pokochać to miejsce i zżyć się z lokalną społecznością, która również aktywnie brała udział w przygotowaniach do ślubu. Bo zawsze najważniejsi są ludzie.

{ ślub w czasach epidemii koronowirusa }

Jak zupełnie innego wymiaru nabiera kameralny charakter ceremonii ślubnej na własnej działce, w dobie panującej pandemii Coronovirusa i ograniczeń z nim związanych. Ograniczona liczba gości. Własna przestrzeń, działka lub ogród. Catering na wesele lub tak modne foodtrucki (z burgerami, pizzą, lodami itp.), które bywają atrakcją na klasycznych weselach. Tak zorganizowany ślub staje się, również dla Was, szansą na celebrowanie miłości “w czasach zarazy”, nie rezygnując ze swoich planów lub kierując się dewizą #zmiendatenieodwołuj. Ślub i wesele na miarę aktualnych czasów. Miłość zawsze zwycięża (nawet zarazę)! 

 

{ wesele – garden party na własnej działce }

Organizując przyjęcie weselne w swoim ogrodzie, Klaudia i Witek postawili na luz i swobodną atmosferę. Formuła garden party idealnie sprawdziła się w takich okolicznościach przyrody. Goście, po obiedzie, relaksowali się na leżakach i snopkach siana popijając schłodzone piwo, wyciągnięte prosto z taczki wypełnionej lodowatą wodą ze studni. Przy tak nielicznej ilości osób na przyjęciu, każdy ma czas na rozmowę i wspólne spędzenie czasu. Żadne dodatkowe atrakcje nie gonią i nie wywołują pośpiechu z “zaliczaniem” kolejnych punktów imprezy. Bo po prostu ich nie ma. Jedyną atrakcją jest BYCIE. Bycie ze sobą. Bycie tu i teraz. Obcowanie z naturą. Czas, który na tradycyjnych weselach pędzi jak szalony, na ślubach slow zdecydowanie zwalnia i “daje czas” na cieszenie się chwilą. A jak często nam tego brakuje, sami wiecie i doświadczacie. Dlatego, jeśli chcecie ten dzień chłonąć całym sobą, przeżywać go i mieć czas dla siebie a nawet swoich pasji (Witek uwielbia fotografować), to małe wesele garden party jest zdecydowanie rozwiązaniem idealnym dla Was.

 

{ mini sesja w dniu ślubu z górami w tle }

Plener w ciągu dnia ślubu to zazwyczaj wyzwanie. Pary niesione emocjami dnia, często nie chcą rozstawać się z gośćmi, zapominając o zatrzymaniu wspólnych chwil na zdjęciach plenerowych. A tu… otwieramy furtkę od ogrodu i mamy najbardziej bajeczne tło do zdjęć, jakie można sobie wymarzyć. Górska polana, zachodzące słońce i w tle górskie szczyty. Krótki spacer, intymne chwile i frajda z tego z kim jesteś i gdzie jesteś. Nie odczuwasz presji gości, którzy wyśmienicie się bawią i wiesz, że przed Wami jeszcze cała noc, aby nacieszyć się sobą nawzajem. Luźna stylizacja ślubna, sukienka Klaudii z haftowanymi kwiatami i kapelusz Witka, zostały idealnie dobrane do otoczenia i rustykalnego charakteru ślubu. Podkreśliły swobodne podejście i luz.

 

{ grill zamiast wesela – najlepsze rozwiązanie na przyjęcie ślubne we własnym ogrodzie }

Jedyny element łączący imprezę Klaudii i Witka z klasycznym weselem to był pierwszy taniec, którym otworzyli szalone pląsy na dechach. I tu również nie znajdziecie spektakularnych układów tanecznych. Ta spokojna i mega pozytywna para, swój taniec wytańczyła w czułym przytulańcu, pełnym emocji. Skoro do całego dnia ślubu Klaudia i Witek podeszli nietypowo, to z posiłkami w trakcie dnia również nie mogło być inaczej. Cateringiem a raczej grillem na weselu pod gołym niebem, zajął się zaprzyjaźniony kucharz, właściciel lokalnej knajpki. Na obiad był m.in. chaczapuri – gruziński placek z serem, wypiekany, w specjalnie na tę okazję, zbudowanym piecu. Mniaaaammmm. Do dzisiaj pamiętam jego smak i leci mi ślinka. Pozostałe posiłki były szykowane i serwowane pod wiatą z grillem i osobnym paleniskiem. Była zupa z kociołka robiona nad ogniskiem, przepyszna paella, grillowane mięsa i warzywa. Wszystko na bieżąco szykowane, świeże i smakowite. Takie menu i sposób przyrządzania jedzenia na bieżąco w plenerze jest idealnym rozwiązaniem i sposobem na uniknięcie psucia się jedzenia w wysokiej temperaturze powietrza. A kto nie lubi grilla?! Tort przyszykowały mamy pary młodej i był to “naked cake” ozdobiony owocami.

Gdybym miała podsumować ten dzień: miłość, czułość, uważność i czas. Nie potrzebują drogich scenografii, dodatkowych atrakcji. 

Najlepsze uchwycone momenty na zdjęciach to autentyczne chwile.
Bycie w tej chwili i bycie naprawdę, jest najlepszą radą, jaką mogę Wam dać.
Zachowajcie naturalność i cieszcie się dniem. Ja zrobię resztę.

Gdybyście chcieli spędzić kilka rozkosznych dni w raju na ziemi Klaudii i Witka, to zajrzyjcie do nich – Siedlisko Jelonkowo. Teraz każdy może tam zagościć i złapać dystans do życia. Gorąco polecam! A Wam kochani, dziękuję, że zaprosiliście mnie do swojego świata, który zakochuje i potraktowaliście jak “swoją”. Wielkie buziole.

 

 

Jeśli myślicie o kameralnej ceremonii ślubnej to zajrzyjcie TUTAJ. Może ślub tylko we dwoje jest właśnie dla Was?

 

Marzycie o takim ślubie? Nie wiecie jak się do tego zabrać? Wiele inspiracji konkretnych rozwiązań wraz poradami na ŚLUB WE WŁASNYM OGRODZIE znajdziecie na blogu Bridelle (KLIKNIJ)

 

Sesja narzeczeńska, zimą w górach – Klaudia i Witek.

Obserwując mnie na instagramie będziecie na bieżąco z tym co robię i znajdziecie mnóstwo inspiracji od moich cudownych par, które wiedzą co robić z miłością!

 

View this post on Instagram

Ja się pytam gdzie jest zima? Nie żebym była wielką fanką zimna i oblodzonych dróg ale chętnie bym potarzała się z Beniem w śniegu, porzucała śnieżkami i poczuła zimowe powietrze w płucach. Poza tym przed sezonem uzbroiłam się po zęby bo zapowiadali mega mrozy! Czapki, szaliki, śniegowce i tysiąc innych warstw do ubrania „na cebulę”. I gucio z robienia z siebie ludka reklamy Pirelli 🤷🏼‍♀️ ⠀⠀ Fotograficznie, zima odstrasza, zwłaszcza was i spycha sesje do wnętrz. Są więc dwa rozwiązania: szukamy zimy w górach i idziemy na spacer albo przytulanie w domowych pieleszach, przy nastrojowej muzyce z grzańcem. Co wolicie? – – – – – – – – – – – To był mega przyjemny spacer z Klaudią i Witkiem w Dolinie Kościeliskiej. Mieliśmy farta bo w nocy spadł śnieg. . . . ⠀⠀ #mountainvibes #mountainslovers #naturesbeauty #thinkpositive #prettylittlethings #livethelittlethings #makemoment #traveltogether #inspiringwanderers #hellowinter #winterstyle #couplesession #engagedcouple #havefuntoday #wildhairandhappyhearts #loveelope #mountainelopement #winterelopement #wildelopements #zakopanemountains #narzeczeni #zaręczyny #sesjanarzeczenska #slub2020 #goryponadwszystko #couplephotographyideas #mountainweddings #fotografslubnykrakow

A post shared by Editorial Wedding Photographer (@piechota_magdalena) on