Lubię wracać w te same miejsca. Czasami, żeby utwierdzić się w mojej miłości do nich, a czasami żeby je odczarować i zatrzeć złe wrażenia. Nie podejrzewałam, że tak szybko wrócę do Marrakeszu. A jednak! Zaraz po ślubie we wrześniu, Dagi odezwała się do mnie i opisała swój “szatański” plan. Urodziny Piotrka, już wtedy jej męża, przypadały na listopad i szykowała mu urodzinowy wyjazd niespodziankę do… Maroko. Pomyślała, że to będzie idealna okazja na zrobienie ich sesji poślubnej w Marrakeszu. Robimy to – brzmiała moja odpowiedź. I od tej pory, utrzymując wszystko w tajemnicy przed Piotrkiem, snułyśmy plany i spinałyśmy wszystkie wizje. Takiej organizatorki jak Dagi, szukać ze świecą. Dopięła każdy szczegół, każdy przejazd, każdy nocleg i posiłki w konkretnych knajpkach, umówione na konkretną godzinę. Byłam pod wrażeniem. A co na to Piotrek? Piotrek dowiedział się o wszystkim i dokąd leci, na lotnisku w Genewie. Przyznał się, że dzień wcześniej zaczął mieć jakieś podejrzenia, bo zniknął jego ślubny garnitur z szafy ;-) I tak wszyscy wylądowaliśmy w Maroku, na świętowanie urodzin Piotrka i sesję poślubną w Marrakeszu.

{ Marrakesz – kolory, zapachy }

Marrakesz – to jedno z pierwszych skojarzeń, zaraz po Saharze, jakie nasuwa się na myśl o Maroko. Położone w zachodnim Maroko, u podnóża Atlasu Wysokiego. To, co najbardziej urokliwe w Marrakeszu to Medina, stara część miasta ukryta za murami. To tam znajdziecie wąskie i kręte uliczki, charakterystyczne mury budynków w odcieniach ochry, targowiska i stragany rozłożone na ziemi, tłumy ludzi – turystów, ale i tradycyjnie ubranych tubylców – Berberów. A to wszystko tonie w zapachach rozgrzanej ulicy, marokańskiej kuchni i przypraw, ale też mniej przyjemnych zapachów, bo to część miasta, która pozostała od wieków w dużej mierze bez zmian, czyli żadnej infrastruktury. Jest głośno od rozmów, pokrzykiwań sprzedawców, wszechobecnej ludowej muzyki, samochodów i motorów. Dywany, charakterystyczne marokańskie lampy i lampiony, ciżemki i masa rzemiosła, która w wielu przypadkach, nie jest już niestety lokalnym wyrobem. Ilość bodźców wizualnych i zapachowych może przytłaczać, ale jest też bardzo ekscytująca i inspirująca. Idealne miejsce na sesję narzeczeńską lub poślubną.

{ inspirujące podróże }

Medina jest jak labirynt. Jeśli nie lubicie takiej formy “folkloru”, możecie się poczuć przytłoczeni i nieswojo- szczególnie kobiety (to kraj o kulturze patriarchalnej), i Wasza wycieczka do Mediny, będzie jak krążenie wystraszonego szczurka w laboratoryjnym labiryncie. Nie chcę Was w żadnym razie zniechęcić, ale do obiektywnego opisania tego miejsca ,zainspirował mnie pewien post na Instagramie, gdzie zostało wyrażone rozczarowanie tym miejscem, że nie jest ono tak “romantyczne”, jak pokazywane na zdjęciach w internecie, gdzie większość pochodzi z pięknie zaprojektowanych Rjadów (małych hotelików), które kryją się w labiryncie uliczek. Ja uwielbiam takie nieoczywiste klimaty i wyśmienicie się w nich odnajduję. Lubię wtopić się między lokalnych ludzi, zajrzeć w każdy zakamarek, poczuć klimat i rytm miejsca, poznać kulturę? Moja ciekawość pcha mnie często w najdziwniejsze zakątki  i ślepe uliczki (potem ratuje jedynie poker face ;-) ), ale taki mój urok. Niewątpliwie stara część Marrakeszu imponuje i zachwyca. Czas się tam zatrzymał. Poza murami mediny, Marrakesz to klasyczne miasto, gdzie znajdziecie Starbucksa czy inne sieciówki, a jedynie nawołujący na modlitwę głos z meczetu, przypomni Wam gdzie jesteście.

{ Maroko i czerwona sukienka Giambattista Valli }

Kolor. Wszystkie odcienie ochry, od wypłowiałego pomarańczu, żółci, czerwieni, po soczyste bordo. Nie tylko kolor murów, ścian budynków, ale ziemia barwi się mnóstwem odcieni. I kobaltowy niebieski. Królują w Maroku. To kraj koloru. Też tak macie, że czasami chcecie poszaleć z ubraniami? Przepraszam tu panów, ale to raczej nasze kobiece ciągoty ;-) Czujecie przypływ mocy i… w Waszej szafie ląduje… najnowsze modowe cacko! Tak było z Dagi i obłędną sukienką od Giambattista Valli dla H&M. Ja byłam w szoku! Ja skakałam pod sufit. Dagi, na co dzień ubrana w jeansy i t-shirt lub casualową elegancję, kupiła… ją! Do tego duże kwiatowe kolczyki Decolove, które dopełniły stylizację. Bo każda z nas chce się czasami poczuć jak gwiazda filmowa, nawet jak nie będzie to czerwony dywan, a ulice Marrakeszu lub pustynia Agafay. Sesja poślubna lub narzeczeńska, to wspaniała okazja, żeby poszaleć ubraniowo, albo pokazać swoje inne oblicze, wyrazić siebie w inny niż na co dzień sposób. To idealny czas na eksperymentowanie, bawienie się konwencją, stylem, środkiem wyrazu. A sesja poślubna, wcale nie musi być w Waszych strojach ślubnych. Tym bardziej wyjazdowa, zagraniczna sesja poślubna daje nieograniczone możliwości i pozwala puścić wodze fantazji. Korzystajcie z tego.

{ sesja poślubna w Marrakeszu }

Gdziekolwiek wyjeżdżam na sesję poślubną lub narzeczeńską, staram się ją dopasować do miejsca i klimatu, w którym przebywamy. W wąskich uliczkach Mediny łapanie światła to czysta ekwilibrystyka, biorąc pod uwagę, że jedynie w południe są one w pełni doświetlone słońcem. Godzinę po moim przylocie do Maroko, wyruszyliśmy coś zjeść i robić pierwsze zdjęcia. Obiad nad dachami miasta, na urokliwym tarasie Riad72 rozleniwiał, ale pozycja słońca mówiła, że najwyższy czas się ruszyć. To właśnie plamy słońca wyznaczały nasz kierunek spaceru i prowadziły po labiryncie, odkrywając dzięki temu m.in. magiczny dziedziniec z lampami. Miasto kontrastów, jakim jest Marrakesz, samo narzuciło nam koncepcję poślubnej sesji zdjęciowej. Ekstrawaganckie stroje w zderzeniu ze starym światem i tradycją. Czerwona sukienka Dagi (na którą dzielnie polowała w necie) z najnowszej kolekcji Giambattista Valli wzbudzała, ku mojemu zdziwieniu, zachwyt i ciekawość lokalsów, a nie oburzenie. Usłyszeliśmy “gratulacje” i same dobre słowa, co nie było takie oczywiste. Maroko, jak już wspomniałam to kraj, w którym dominuje męska część społeczności i w konserwatywnych jego częściach, kobiety chodzą dokładnie okryte w hidżabach. To jak działa na lokalnych mężczyzn odkryty kawałek kobiecego ciała (noga czy ramię), widziałam podczas pierwszej wizyty w tym kraju. Przed wylotem, długo z Dagi rozmawiałyśmy o ewentualnych nieprzyjemnościach związanych ze zbyt dużą ekstrawagancją sukienki, ale zgodnie postanowiłyśmy podjąć ryzyko. I udało się, choć staraliśmy się mimo wszystko, uszanować tamtejszą kulturę i niekiedy nie kusić losu. Mam nadzieję, że poczujecie klimat Mediny/Marrakeszu, szorstką fakturę ścian, kolory wypalone ostrym słońcem. A w tym wszystkim Dagi i Piotrek, dwójka cudownych ludzi, ciekawych świata, otwartych na nowe doświadczenia i podróżujących po świecie, budując swoje wspomnienia i doświadczając życia. Dziękuję Wam za zaufanie i wspólne doświadczanie tego miejsca. Jesteście rewelacyjnymi kompanami do podróżowania.  Spacer po Marrakeszu czas zacząć.

A po dusznym i ciasnym Marrakeszu, zostańcie bo… świt przywitaliśmy na pustyni Agafay!

P.S. Udało się odczarować Maroko i zakochać na nowo. To kto ze mną wraca następnym razem?